Maks:)

Od 3 lat mam cudownego przyjaciela, psa Maksa:) Nie wyobrażam sobie życia bez niego, spędzamy ze sobą dużo czasu, chodzimy na spacery, jeździmy na wycieczki. A przecież Maksa mogło z nami nie być, w ogóle mogło go nie być na świecie… Pewnego dnia wracaliśmy całą rodziną znad morza, pogoda była ładna, mały ruch na drodze, wszyscy byli w dobrych humorach. Niespodziewanie samochód wpadł w poślizg i wylądowaliśmy w rowie, naszczęście nikomu nic się nie stało. Okazało się, że jakaś część w samochodzie się zużyła, stąd ten wypadek i jesteśmy uziemieni na jakimś odludziu. Długo czekaliśmy na pomoc i zaczęło mi się nudzić więc poszłyśmy z mamą do pobliskiego lasku. Podczas spaceru usłyszałyśmy ciuchutkie piszczenie. Poszłyśmy w tym kierunku, myślałyśmy, że to może jakieś zwierzę złapało się w sidła. Byłyśmy w szoku, kiedy zauważyłyśmy przywiązanego do drzewa malutkiego szczeniaczka. Obie miałyśmy łzy w oczach, do dziś nie mogę zrozumieć jak ktoś mógł to zrobić? On był taki mały i bezbronny:(. Jakoś udało się go odplątać, biedny zdążył się już cały w ten sznurek zawinąć i bez zastanowienia wzięłyśmy go do samochodu. Tam dostał pić i jeść, kanapkę dosłownie połknął. Także Maksio wrócił z nami do domu:) od razu poszliśmy z nim do weterynarza, naszczęście okazało się że poza ogromną ilością pcheł wszystko jest w porządku. W domu od razu się zaaklimatyzował, w ogólnie nie było widać po nim ile przeszedł. Do dziś jest radosny i pełen energii. Oczywiście kolejne wakacje nad morzem Maks spędził już z nami:) Kamila